427 Obserwatorzy
14 Obserwuję
marudzeniepl

marudzeniepl

Ona i on. On - marketingowiec z głową pełną pomysłów. Ona - pedagog ze wskazaniem na nadpobudliwość. On - serce. Ona rozum. On kolekcjonuje gry konsolowe, ona lakiery do paznokci. Dzieli ich wszystko, łączy jeszcze więcej: zaczynając od fotografii, przez słabość do sushi, na ‘crazy little thing called LOVE’ skończywszy.

CARLA MONTERO – “SZMARAGDOWA TABLICA”

ONA:

 

Panie i panowie, jest kwiecień, a ja chyba mam już za sobą „Książkę Roku”. Mój plan na okres świąteczny był prosty: spać i nadrobić zaległości pisarsko-twórcze. Udało mi się go zrealizować w 50% (faktycznie, spałam dużo), bo zostałam totalnie, całkowicie i bez reszty pochłonięta przez książkę Carli Montero pt. „Szmaragdowa tablica”.

Przyznam się od razu: nie lubię grubych książek. Nie dlatego, że mają dużo treści, że zapominam co działo się na początku (od pewnego czasu notuję skrzętnie przemyślenia w moim starwarsowym moleskine), ale dlatego, że nie umiem takiej solidnej knichy ułożyć w rękach. Wiem, bezsensowny argument, ale z każdym dniem mojego życia autodiagnozuję u siebie kolejne nowe zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. Kiedy więc w domu pojawiła się paczka z książkami, kiedy zobaczyłam i wzięłam do ręki „Szmaragdową tablicę”, jęknęłam. Zupełnie niepotrzebnie, bo po chwili miałam już 200 stron za sobą. Dawno nic mnie tak nie pochłonęło. Świat mógł się skończyć, a ja bym tego nawet nie zauważyła. Miałam kołdrę, ulubione ciastka, spokój okołoświąteczny, bo Dawid grał w grę w drugim pokoju. Minął jeden dzień, potem drugi, a potem nagle książka się skończyła. Mam nadzieję, że ktoś kiedyś zrobi z niej fajny film, bo ma kapitalną historię, którą zaraz Wam opiszę.

 

Ale najpierw fakty (bez obaw, jak typowy uczeń i student opieram akurat tą część wiedzy na wujku w Googlach).

Fakt nr 1: Tablica Szmaragdowa to starożytny tekst hermetyczny (takie tam alchemiczno-filozoficzne coś). Jej twórcą według legendarny bóg i prorok, połączenie Hermesa i Thota, czyli Hermes Trismegistos (Po Trzykroć Wielki). Zmiksował on filozofię, medycynę, astronomię i magię, tworząc tym sposobem najstarszy i najważniejszy tekst alchemiczny.

Fakt nr 2: Malarz Giorgione (właściwie Giorgio) był jednym z najbardziej zagadkowych twórców w czasach nowożytnych.

Fakt nr 3: Podczas II Wojny Światowej stworzono specjalne oddziały w nazistowskiej armii, których zadaniem było pozyskiwanie (kradnięcie) dobytku kultury. Wszystko, co tylko mogło mieć jakąś wartość, czy to książki, czy rzeźby, czy obrazy, zostawało konfiskowane, pieczołowicie badane pod kątem autentyczności, a potem zdobiło ściany w domach czy urzędach tych najwyższych rangą.

Fakt nr 4: Adolf Hitler poza tym, że był popierdzielony, kochał sztukę, szczególnie malarstwo. Był też wizjonerem i marzyła się mu władza totalna, absolutna.

Fakt nr 5: Nie każdy Niemiec musi być zły.

Fakt nr 6: Uczuciem, które najbardziej mąci w ludzkiej głowie od zarania czasów jest miłość. Crazy little thing called „love”.

 

Zaczynamy w XV wieku.Giorgio to młody chłopak, który ma ogromny malarski talent. Jego ojciec dostrzegłszy to, postanawia postawić wszystko na te zdolności i wspierać ich dalszy rozwój. W domu mistrza Belliniego młodzieniec „chłonął naukę wraz z wonią farb”. Podczas typowego dnia, kiedy malował jakiś pejzaż, spotkał bezzębnego mnicha, który zaczął otwierać przed nim świat. Fra Ambrousius był prawdziwym mędrcem, który wprowadził swojego ucznia w tajemnice nauki – od filozofii, przez biologię i medycynę, po alchemię. Pokazał mu wiedzę tajemną, aGiorgioodnalazł w nim niewyczerpalne źródło informacji. Pewnego dnia w klasztornej bibliotece pojawił się tajemniczy manuskrypt i stary mnich poprosił ucznia, by zawiózł go do Florencji, informując go jednocześnie, że w piśmie zawarte są jakieś mroczne sekrety. Oczywiście Giorgio wykonał polecenie mnicha i w ten sposób trafił na dwór Wawrzyńca Medyceusza, mecenasa sztuki, estety, który rozmiłowany był w filozofii, poezji i muzyce. I tu tajemnica powoli zaczyna się kształtować. Pojawia się Aleksander Wielki, który rzekomo zabrał ją do grobu, zostawiając jedynie niewielkie ślady. Plan był prostu: rozszyfrować podpowiedzi, posiąść wiedzę, a następnie zaszyfrować ją i ukryć, niszcząc przy okazji dowody na jej istnienie. Genialne, prawda?

 

Mija ok. 450 lat. W fortyfikacjach wilczego szańca w ręce pewnej osoby wpada dokument. Z każdą kolejną literą, kąciki jego ust podnosiły się coraz wyżej, by w końcu na twarzy pojawił się uśmiech. Bohater ten coś postanawia. Grymas zadowolenia na jego twarzy miesza się z lekkim szaleństwem. I nie jest to nikt inny, jak sam Adolf H.

Mijają kolejne lata. Wojnę mamy już za sobą. Poznajemy nowych bohaterów książki: Anę i Konrada. Boże, znowu Ana. Ana już do końca życia będzie kojarzyć mi się wyłącznie z dziewczynką, którą po różowym dupsku chłostał pan Grey. On jest okrutnie bogatym biznesmenem ze smykałką kolekcjonera różnych dzieł. Ona lubi słodycze i również żyje sztuką. Pochodzi z rodziny artystów i znawców, i taką drogę wybrała dla siebie. Oczywiście, są kochankami. Podczas typowego posiłku Konrad pokazuje jej nową zdobycz: list majora SS do swojej ukochanej, w którym opowiada jej o obrazie „Astrolog”, który wyszedł spod pędzla nikogo innego, jak naszego znajomego sprzed setek lat. Ana jest ekspertem jeśli chodzi o tego twórcę i natychmiast zapala się jej czerwona lampka, która wściekle pulsuje pod kopułą. No nie ma takiego obrazu pana G. w żadnym katalogu. Konrad wierci jej dziurę w brzuchu dalej, a ona cierpko kwituje „Świat sztuki jest pełen blefów.” Koniec końców poddaje się woli swojego bogatego i wpływowego Niemca i zgadza się pobawić w detektywa, tropiąc i szukając pewnych informacji. Po nitce do kłębka, który w tym wypadku jest starym, tajemniczym obrazem, skrywającym ogromną moc. Ana ląduje w Paryżu i tam rozpoczyna śledztwo. Punkt pierwszy: Georg von Bergheim. Kobieta przekopuje się przez utajnione mniej lub bardziej archiwa, pełne luk i niedopowiedzeń i pewnego dnia poznaje uroczego znawcę, doktora Alaina. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności okazuje się, że on również coś, a raczej kogoś tropi. Za wszelką cenę chce odnaleźć swoje korzenie, szuka ludzi z przeszłości, by „zwrócić im pamięć, majątek i honor”. I tak się poukładało, że to, czego szuka Ana, jest w jakiś sposób powiązane z tym, czego szuka Alain. Ale to jeszcze nie koniec!

 

W książce pojawiają się kolejni bohaterowie, ale znowu robimy skok w czasie i przenosimy się do Paryża w latach 40. ubiegłego stulecia – czyli w sam środeczek wojny. Tu naszą przewodniczką będzie Sarah Bauman, Żydówka, której rodzina nakazała chronić pewien obraz ze wszystkich sił. Poznając tę dziewczynę jesteśmy jednocześnie świadkami jej tragicznego losu, okraszonego bólem, cierpieniem, ciągłym prześladowaniem i strachem o życie swoje i bliskich. Czy czasem nie jest temu winne płótno, z wielką tajemnicą zaszyfrowaną za pomocą farb?

 

Ta książka jest przegenialna! Nie potrafiłam się od niej oderwać, narażając moje życie rodzinno-towarzyskie na totalną zlewkę. Co tam pisanki, wielkanocne baby, śnieg po kolana – mam w łapkach rewelacyjną powieść! Mamy tu przede wszystkim świetną tajemnicę, którą autorka prowadzi w sposób bardzo, bardzo ciekawy. Skaczemy po epokach. Zaczynamy w XV wieku, potem mamy współczesność, potem wojnę. I te dwa ostatnie okresy miksują się przez praktycznie całą fabułę. Raz mamy punkt widzenia Sarah, by potem zderzyć to z tym, co właśnie odkryła Ana i Alain. Wątki się przeplatają, bywają bardzo zaskakujące, a na końcu czeka na nas spektakularny finał. „Zaraz się poryczę” – powiedziałam do Dawida, gdy zostały mi ostatnie strony. Tajemnica tej książki nie krąży wyłącznie wokół płótna, na którym ukryte były magiczno-alchemiczne informacje, dające nadludzką siłę i stworzone przez samego diabła (co się dziwić, że Adolf się tym zainteresował?). Ona dotyczy też tego jak ludzkie losy zostały połączone, no i – kto z kim zostanie połączony tą „zakazaną miłością”, o której czytałam w krótkim opisie na okładce.

 

Wydaje mi się, że to książka bardziej pod kobiety. Bogate opisy kolorów, faktur, miejsc facetów by zanudziły. Poza tym, jest tu wątek miłosny, a główna bohaterka ma przyjaciół gejów. Także panowie, jeśli chcecie się pozbyć jakieś kobiety, kupcie jej tę książkę. To blisko 700 stron spokoju.

Źródło materiału: http://marudzenie.pl/carla-montero-szmaragdowa-tablica