427 Obserwatorzy
14 Obserwuję
marudzeniepl

marudzeniepl

Ona i on. On - marketingowiec z głową pełną pomysłów. Ona - pedagog ze wskazaniem na nadpobudliwość. On - serce. Ona rozum. On kolekcjonuje gry konsolowe, ona lakiery do paznokci. Dzieli ich wszystko, łączy jeszcze więcej: zaczynając od fotografii, przez słabość do sushi, na ‘crazy little thing called LOVE’ skończywszy.

JUSTINE PICARDIE – “COCO CHANEL. LEGENDA I ŻYCIE”

Tworzenie to sztuka przekraczania konwenansów. W każdym rzemiośle artystycznym, niezależnie, czy to malarstwo, rzeźba, pisarstwo czy muzyka jest wąskie grono osób, które okazały się niesamowitymi wizjonerami, z nieograniczoną wyobraźnią i umiejętnością wyprzedzania czasów. W branży odzieżowej, która przecież też jest formą twórczości moim zdaniem tylko jedna osoba zasługiwała na owacje na stojąco, przecierając szlaki tym pozostałym. Najpierw jest Coco Chanel, a potem długo, długo nic… „Coco Chanel. Legenda i życie” autorstwa Justine Picardie to biografia inna niż zwykłe. Może jest to związane z tym, że Coco była postacią współczesną i z w miarę świeżej historii, może dlatego, że była tak bardzo fascynująca. Autorka nie siliła się na zbytnie wybielanie lub krytykowanie projektantki – opisała jej życie takie, jakie było, z wzlotami i upadkami, z rozpaczą i szczęściem, z pięknem i brzydotą. Czyta się ją jednym tchem. Z każdą kolejną stroną odkrywamy kolejne smaczki, kolejne historie, które składają się na legendę. Prosty i bardzo obiektywny język, bez zbędnego oceniania i spychania czytelnika na opiniotwórcze twory, to coś, co uwielbiam. Nie ma nic gorszego niż biografia, która napisana jest według subiektywnych sympatii twórcy. Ta pozycja dodatkowo wzbogacona jest w ogromną ilość zdjęć, rysunków, przedruków, które dopełniają całość, przenosząc nas w tajemniczy świat Chanel… Książka niewątpliwie jest warta uwagi, jak i sam jej „podmiot”…

Coco-Chanel-2

 

Tak naprawdę miała na imię Gabrielle, ale dla bliskich, dla przyjaciół, dla kochanków, a potem dla całego świata na zawsze została „Coco”. Urodziła się w skromnej rodzinie, jako drugie z kilkorga dzieci. Mając 12 lat straciła matkę, a wkrótce po tym tragicznym wydarzeniu, rodzinę opuścił ojciec. Gabrielle wylądowała w sierocińcu… O jej przeszłości nie wiemy zbyt wiele. Sama Coco skrzętnie ukrywała ją, tworząc labirynt tajemnic i kłamstw. „Ci, o których powstają legendy, są swoimi legendami” – mawiała. Nie była zbyt „rodzinną” osobą. „Nie znam niczego bardziej przerażającego niż rodzina” – odpowiadała, gdy ktoś zadał jej pytanie na ten temat. I za każdym razem manipulowała prawdą tak, jak robiła to z materiałami. Tu coś połączyła szpilką, tam odcięła – raz na zawsze. Jednak gdy tylko miała na to ochotę – łączyła wszystko zgrabną fastrygą. „Przyszłam na świat w podróży” – bo jej rodzice byli wędrownymi handlarzami guzików i materiałów. Z całym ekwipunkiem przemieszczali się od miasta do miasta. Gabrielle w Krainie Guzików… A potem, gdy była już Wielką Coco – guziki przepełniła symbolicznym znaczeniem, tworząc z nich małe dzieła sztuki… Gabrielle zniknęła stosunkowo szybko. Jej ojciec nazywał ją „Małą Coco”, bowiem nie lubił jej prawdziwego imienia. Gdy „Mała Coco” podrosła, a przymiotnik już do niej nie pasował – została „Coco” na zawsze… Dla całego świata stała się Coco Chanel – kobietą, która wywróciła świadomość…

 

coco-chanel-style-620km093012-1

 

Mając nieco ponad 20 lat, Coco zaczęła pracować jako tancerka w kawiarniach. Jej umiejętności były żałośnie znikome, ale dziewczyna nadrabiała swoim temperamentem… O tamtych czasach mówiła, że zdecydowanie wolała towarzystwo kurtyzan, od szyderczych pań z „elity”, które jej zdaniem były tylko z pozoru szacowne, a na prawdę śmierdziały. „Dla mnie (…) kokoty były zniewalająco piękne ze swoimi o wiele za dużymi kapeluszami i ciężkim makijażem. (…) Były takie apetyczne!”. Ale paradoksalnie Coco wcale nie widziała siebie w takim „rynsztunku” – ona wolała stonowane, proste i wygodne odzienie. Ale te kapelusze… Od nich wszystko się zaczęło.

 

top-ten-quotes-from-coco-chanel-1

 

Marka „Chanel” to firma, która wyrosła poniekąd na cierpieniu miłosnym. Jej romans z Boyem Capelem ukształtował ją na zawsze. Była to miłość ciężka, ale i ekstremalnie romantyczna, która zdefiniowała jej życie… Potrzebowali się nawzajem, co oczywiście nie stało na przeszkodzie, by ranili się i krzywdzili. O wierności nie było mowy. Coco swoją złość i frustrację „zużywała” za pomocą jego ubrań i nożyczek – „(…) przeobrażała je w coś nowego i wyłącznie jej, aż wreszcie zbudowała imperium na żądzach innych kobiet, które chciały posiadać jej kreacje, kobiet, które uganiały się za nią, a nie za Boyem Capelem”… Jej ambicja nie pozwalała by była utrzymanką. Odnalazła swoją niszę i zrobiła z niej królestwo.

 

coco-chanel-photo-douglas-kirkland

 

Coco dała kobietom wolność – dosłownie. Gorsety, haftki i fiszbiny porzuciła dużo wcześniej. „Moda powinna być wyrazem miejsca, chwili”. Porzuciła przeładowanie w ubiorze, w którym rządziło bogactwo i przepych w najróżniejszych formach. Wyrzuciła koronki i tiule, falbany i pikowania, olała ciężkie tkaniny i skomplikowane wzory. Postawiła wszystko na prostotę. I na czerń. Sama stała się swoją najlepszą wizytówką, swoim portfoliem i dorobkiem. Ścięła włosy, ubrała się w prostą „małą czarną” swojego projektu i stała się symbolem kobiety, która wybrała alternatywne, ale w żaden sposób „gorsze” życie. Trafiła w dychę!

coco-chanel-quotes

I wtedy w wypadku zginął Boy… „Tracąc Capela, straciłam wszystko” – wyjawiła swojemu przyjacielowi… Jej kochanek zapisał jej w testamencie sporą kwotę (ale nie tylko jej, kobiet w jego życiu było wiele), którą Coco postanowiła zainwestować – a jakże – w siebie. Odziana w czerń szła do przodu, ciągnąc za sobą nie tylko coraz większe rzesze kobiet, ale i całą epokę. W tej czerni stała się symbolem siły i wolności.

 

136520302512453

 

Jest wiele rzeczy, których zazdroszczę Coco. Żyła w świetnych czasach, a jej odwaga sprawiła, że uwolniła się spod klosza oczekiwań i wymagań, które stawiało się, i stawia dalej kobietom. Alternatywnie podeszła do życia i czerpała z niego garściami. Przyjaźniła się w Wielkimi, tworzyła, działała. Kolekcjonowała pierdołki i łowiła ryby z Churchillem. Pracowała przy Picasso, balowała z Fitzgeraldami, a Salvador Dali ją inspirował. Była elementem bohemy, elity i awangardy. Stworzyła zapach i torebkę, które od prawie wieku są marzeniem każdej kobiety (chociaż szczerze powiedziawszy No 5 jest ciężki i męczy). Czy była szczęśliwa? Czy była spełniona? Czy w ogóle można o niej mówić, że „była”?

 

CHANEL_No5_parfum

 

Coco Chanel jest dalej. Nie przeminie. Nie ma szans, by o niej historia zapomniała. Jest wieczna. „Żyje” dalej, w sposób materialny i niematerialny. Z „czerni” zrzuciła obowiązek „żałobny”, a z „bieli” – ślubny. Uwolniła nas. Ubierała największych, którzy w jej strojach przechodzili do historii. Jej butik przy rue Cambon 31 stał się swoistym sanktuarium, którego właścicielka nigdy nie opuściła. Bibeloty stoją na swoich miejscach, a w krystalicznie czystych lustrach zatraca się cała geometryka tego miejsca, sprawiając, że czujesz, jakbyś przekraczał realny świat i wchodził w zupełnie inny – magiczny. Rozpryskane Chanel No 5 drażni węch, ale i potwierdza, kto tu od lat rządzi niezłomną ręką…

 

coco-chanel

„Ja nie umarłam.

Ja tylko śpię.

Jestem nieśmiertelna”

/Coco Chanel

Źródło materiału: http://marudzenie.pl/justine-picardie-coco-chanel-legenda-i-zycie